www.LOMIANKI.INFO – LOMIANKOWSKI INFORMATOR SPOŁECZNO-KULTURALNY

www.LOMIANKI.INFO
ŁOMIANKOWSKI INFORMATOR SPOŁECZNO-BIZNESOWY

Koleje losu się nie spóźniają…

Niektórzy uważają, że Łomianki to sypialniaWarszawy, że w zasadzie to już Warszawa.Spotykając się z lokalnymi artystami przekonujęsię jak bardzo nie zgadzam się z tą opinią, boprzebywając z nimi czuję silną tożsamość z miejscem.Niedawno na Facebooku przeczytałam dyskusjęo przyłączeniu Łomianek do Warszawy, co miałobymieć dla nas zbawienny wpływ, polepszyłaby siękomunikacja, mielibyśmy lepsze chodniki itp.Głosy przeciwne skupiały się na tym jak ważne jestsamostanowienie i odrębność, które nie wykluczaprzecież partnerskich relacji z sąsiadującą z namistolicą. W tej dygresji odbiegłam, choć tylko pozornie,od mojego dzisiejszego rozmówcy.Spotkanie właśnie z nim po raz kolejny uświadomiłomi wartość życia w małej, lokalnej społeczności.

Kazimierz Peczyński, artysta cichy i jakby wycofany, a jednocześnie spostrzegawczy komentator codzienności,zjawisk bardziej i mniej ważnych. Grą słów oraz dłutem pokazuje świat i człowieka ze wszystkimi wadami i zaletami.Jego dom i ogród jest wizytówką twórczości. Na schodach, ścianach, na trawniku spotkamy świątki, kapliczki czy formowane z korzenistwory. Ale to nie wszystko. Pan Kazimierz jest poetą, aforystą, twórcą około tysiąca fraszek, które wydał w siedmiu tomikach.Parafrazując zawołanie Piotra Skrzyneckiego, apeluję do czytelników Łomianki.info: kochajcie lokalnych artystów, bo są bliżej nas.Zapraszam na spotkanie z Kazimierzem Peczyńskim.


Sylwia Maksim-Wójcicka: Jest pan artystą.

Kazimierz Peczyński: Staram się, ale to nie zawsze wychodzi.To trudne, bo trzeba mieć wiele umiejętności,a sama wyobraźnia nie zawsze wystarczy. Chodzio zmaterializowanie tego, co dostrzegamy dookoła zapomocą słowa czy rzeźby.

SWW: A więc poeta czy rzeźbiarz?

KP: Najpierw była rzeźba, a potem dopiero – przez przypadek– słowo. Bardziej wyrażam siebie poprzez rzeźbę,ale chcę również rozwijać działalność literacką.

SMW: Zawodowo pracował pan inaczej?

KP: Przez całe życie byłem mechanikiem precyzyjnym,który z racji zawodu musi mieć cierpliwość i ręce prawiechirurga. I to mi pomogło. Poza tym miałem ciągły kontaktz naturą, bo urodziłem się na wsi, sam strugałemsobie zabawki z kawałków drewna czy z korzeni. Kiedyskończył się etap pracy i przyszła emerytura musiałemcoś ze sobą zrobić, żeby nie zgorzknieć, żeby miećkontakt z ludźmi. Lata mijały i wreszcie wyszła ze mniechęć tworzenia. Bo jeśli coś nie jest w człowieku głębokoukryte, to łatwiej wyciągnąć to na wierzch.

SMW: Kiedy przyszły słowa?

KP: To był zupełny przypadek. Kiedy kilka lat temu pozakończeniu jednej z wystaw pakowałem swoje rzeźby,w tej samej sali rozpoczynały się właśnie warsztaty literackie.I tak zbierając swoje prace przysłuchiwałem sięrozmowom o wierszach przyniesionych przez uczestnikówspotkania. Okazało się, że każdy mógł brać udziałw czymś takim, trzeba tylko przyjść z własnymi utworami.Ja wtedy nie miałem jeszcze żadnego. Nie dawałomi to spokoju, napisałem więc dwa wiersze i poddałemsię krytyce na warsztatach. Nie było to przyjemne, bowszyscy głośno komentowali moje słowa i ostateczniez całego wiersza zostawiono tylko kilka wersów(śmiech). No ale nie odpuściłem. Na kolejnych spotkaniachbyło już trochę lepiej, bo uczyłem się od innych,chłonąłem to co mówili zawodowi literaci, a także pozostaliuczestnicy. A że wcześniej wykreślili z moich propozycjiwiększość tekstu, postanowiłem pisać krótkieformy, czyli fraszki. I tak mi zostało. Lubiłem też czytaćw „Przekroju” myśli Stanisława Jerzego Leca, spróbowałemwięc aforyzmów.

SMW: Miał pan kilka wystaw w Łomiankach, ostatniotakże spotkania poświęcone twórczości literackiej.Na takie wydarzenia nie przychodzi wieleosób. Dlaczego?

KP: Łomianki to trudne środowisko, często mało zainteresowanekulturą. Na spotkania czy wystawy przychodziniewiele osób. Nie mam o to pretensji, bo może towynika z tego, że ludzie nie znają tutejszych artystów.

SMW: Jak to zmienić?

KP: Warto byłoby zorganizować miejsce, w którym artyścimogliby tworzyć i pokazywać swoje prace na codzień. W zamian za umożliwienie wystawiania prac,taka pracownia mogłabyotrzymywać od nich, oczywiściena wcześniej ustalonychzasadach, rzeźbylub obrazy i w ten sposóbbudować stałą galerię lokalnychartystów. Dziękitemu my moglibyśmy pokazaća nawet sprzedaćcześć naszych prac, a ludzieby nas poznali i możezainteresowaliby się naszątwórczością.

SMW: Takie miejsce mogłoby też pełnić funkcjęedukacyjną. Już wyobrażam sobie spotkania panaz młodymi ludźmi zainteresowanymi np. rzeźbą.Czy sądzi pan, że inni artyści mieszkający w Łomiankachchcieliby współtworzyć takie miejsce?

KP: Myślę, że tak, bo łatwiej się wtedy rozwijać, dzielićdoświadczeniami, a też podpatrywać techniki stosowaneprzez innych. Ja np. często maluję swoje rzeźbyi chętnie popatrzę np. jak pracują malarze, jak budujągłębię obrazu. Może takie miejsce pomogłoby w promowaniusztuki wśród mieszkańców, zachęciłoby ichdo oglądania, interesowania się lokalnymi artystami.A z drugiej strony, dla artystów możliwość pokazaniaswoich prac też jest ważna, nakręca ich do dalszej działalności.

SMW: Czy planuje pan kolejne kroki artystyczne?

KP: Chciałbym spróbować sił w dłuższych formach literackich,myślę o wierszach, o prawdziwej poezji.

SMW: Życzę spełnienia tych planów oraz kolejnychwystaw i spotkań literackich w Łomiankach.

Koleje losu się nie spóźniają...

Koleje losu się nie spóźniają...

Koleje losu się nie spóźniają...

Koleje losu się nie spóźniają...

KOMENTARZE UŻYTKOWNIKÓW LOMIANKI.INFO

Komentarze zamieszczane na portalu są opinią użytkowników.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *