UFO w Łomiankach!
Kilka lat temu pracowałam w jednej z pierwszych spółek polsko-zagranicznych. Ta była w połowie holenderska i z tego powodu często jeździliśmy do Gdyni, żeby w porcie odbierać różne przesyłki. Dużym Fordem „Transitem”” woził nas wspaniały kierowca, pan Stasio, który będąc w kwiecie wieku, cieszył się znakomitą kondycją i lubił jeździć nocą. W ten sposób oszczędzaliśmy na hotelach. Wcześnie rano trzeba było stanąć w ogonku, w porcie. Ford był wygodny, jeździliśmy w trójkę, pan Stasio – kopalnia dowcipów, którymi bawił nas podczas podróży, ja odpowiedzialna za zaopatrzenie i pani Hania – specjalistka od szybkiego załatwiania formalności. Pan Stasio miał jeszcze jedną zaletę, bardzo istotną w jego zawodzie, mianowicie był z wyboru abstynentem, a nawet więcej, on był abstynentem walczącym i nieprzebierającym w środkach, o czym miałyśmy się przekonać jeszcze tej nocy, podczas kolejnej naszej podróży do Gdyni.
Wyruszyliśmy około dziesiątej wieczorem, noc ciepła, czerwcowa, szosa prawie pusta, z radia przyjemna muzyka, a pan Stasio opowiadał nam właśnie jedną ze swoich szosowych przygód, gdy nagle zaklął szpetnie, tupnął w hamulec, aż omal nie spadłyśmy z foteli, fordem zakołysało i stanął. Pan Stasio włączył wsteczny bieg i po kilkudziesięciu metrach nim. Z przerażeniem zobaczyłyśmy człowieka leżącego połową ciała na szosie, a tylko głową na murawie pobocza, obok oparty o tablicę z napisem „”ŁOMIANKI”” stał rower, na którego bagażniku bielił się bochen chleba. Wyglądało na to, że ktoś potrącił człowieka i uciekł. Przez chwilę pomyślałam, że to może my…, ale kiedy pochyliliśmy się nad „”denatem””, uderzył w nas odór wskazujący na niezłe spożycie i usłyszeliśmy potężne chrapanie.
– Po chlebek do sklepu pojechał łobuz! – warknął pan Stasio i zgarnął pijaka z szosy na pobocze. Rzeczywiście drań, tylko chleb kupił, resztę pewnie przepił – dodała pani Hania.
Już zawracałyśmy do wozu, kiedy pan Stasio nas zawołał – Słuchajcie, tego tak nie można zostawić, zróbmy coś z tym łachmytą!
– No to zobaczmy, czy ma jakieś dokumenty, może niedaleko mieszka, to go podrzucimy z tym rowerem.
Rzeczywiście, mieszkał w małej wiosce blisko Łomianek. Załadowaliśmy go wraz z rowerem i chlebem do części bagażowej forda i ruszyliśmy.
– Ta miejscowość powinna być z pięć kilometrów za tym rozjazdem – powiedziała pani Hania. Pan Stasio podejrzanie milczał. Minęliśmy rozjazd, minęliśmy ponad pięć kilometrów, a pan Stasio tylko dodał gazu i ani myślał się zatrzymywać. – Co jest? Panie Stasiu! To już tutaj!
– No to co? Jeszcze może będę go jak taksówkarz pod dom podwoził?
– Co pan kombinuje? – zdenerwowałyśmy się odrobinę.
– Zobaczycie później. Już ja mu dam taką kurację na kaca, że do końca życia popamięta to dzisiejsze chlanie! A wy okryjcie się i śpijcie spokojnie. Jak przyjdzie czas, to was obudzę.Świtało już, kiedy pan Stasio nas obudził. Staliśmy na szosie w szczerym polu obok tablicy z informacją „”GDYNIA 15 km””.
– No kobitki, pomóżcie mi go przenieść, ale delikatnie, żeby się nie obudził! – Już wiedziałyśmy, o co chodzi. Pan Stasio nie odstawił go na policję ani do najbliższej izby wytrzeźwień jak myślałyśmy, ale z naszą pomocą ułożył go w rowie, a rower w ten sam sposób oparł o słupek. Chleb jasną plamą z daleka był widoczny na bagażniku roweru.
– Kurczę! Że ja go nie zobaczę jak się obudzi! – roześmiał się pan Stasio, a my z nim!W drodze powrotnej snuliśmy różne warianty dalszych losów naszego denata i rozglądaliśmy się po szosie, czy on gdzieś nie pedałuje w kierunku Warszawy. W firmie, kiedy opowiedzieliśmy o naszej przygodzie, wśród ogólnej wesołości zdania jednak były podzielone. Niektórzy uważali, że w bezpardonowej walce z alkoholizmem pan Stasio posunął się jednak troszkę za daleko.
– Przecież ten zapijaczony nie myślący logicznie delikwent mógł naprawdę wsiąść na rower i wężykiem udać się w kierunku Warszawy, a może wpadł pod jakiś rozpędzony samochód i już nie żyje? – Mała strata! – buńczucznie odpowiedział pan Stasio, ale sumienie widocznie troszkę go gryzło, bo za dwa dni wpadł jak bomba do naszego biura i zawołał: Wszyscy siadajcie, bo jak wam coś opowiem, to możecie się poprzewracać ze śmiechu!
– Pojechałem ja wczoraj do tej wioski, gdzie nasz denat mieszka, nie zastałem go w domu i już się trochę przestraszyłem, ale wybiegła z chałupy jego żona i od razu mnie pyta: – A pan może z telewizji? Albo z gazety? – Dlaczego? – Spytałem. A ona na to: – No bo może nareszcie ktoś mu uwierzy! Panie! Kilka dni temu mój stary wracał po pracy do domu rowerem, nawet chleb kupił po drodze, już był niedaleko, jak nagle oślepiło go straszne światło! Takie, jakiego na świecie nie ma! Stracił przytomność, a jak się obudził, to w tej samej chwili był pod Gdy-nią! Pamięta tylko, że czymś go wieźli, tylko szum słyszał i jakieś głosy, ale oni po ludzku nie rozmawiali, to było UFO! A po tym, to już obudził się na szosie, wierzyć nie chciał, że ta tablica z napisem Gdynia to prawdziwa i wsiadł na rower, podjechał do jakiejś wsi, ludzie mu powiedzieli, że naprawdę jest pod Gdynią, to się podobno cały aż trząsł ze strachu. Zaprowadzili go na posterunek, tam się wylegitymował, pokazał rower i jeszcze świeży chleb z piekarni w Łomiankach, nalepka na chlebie przecież była, ale mu nie uwierzyli i powiedzieli, że niech co innego zmyśli jak chce, żeby mu na pociąg do Warszawy dali, to nie ambasada! Tak powiedzieli i wyrzucili go. No to Kazik wody się napił, chleba kawał zjadł, wsiadł na rower i pojechał w kierunku Warszawy. Ale on by nie dojechał! Taki był z tego wszystkiego słaby, widocznie coś mu dali, bo wszystko tańczyło mu przed oczami! No to stanął i zatrzymywał ciężarówki, aż go jedna zabrała.
Musiałem kobiecie obiecać, że przyjadę porozmawiać z jej mężem, bo on nie może dojść do siebie i ani razu się jeszcze nie upił od tamtego dnia! – triumfalnie zakończył pan Stasio swoją relację! Trzeba przyznać, że obie z panią Hanią odetchnęłyśmy z ulgą.
Bożena Abratowska
Nasze Łomianki
„
KOMENTARZE UŻYTKOWNIKÓW LOMIANKI.INFO
Komentarze zamieszczane na portalu są opinią użytkowników.
40 pracowników odeszło. Dane pokazują skalę zmian kadrowych w Urzędzie Miejskim w Łomiankach
Od początku obecnej kadencji z Urzędu Miejskiego w Łomiankach odeszło już ponad 40 pracowników. W przestrzeni...
Wystawy historyczne i komputerowe na Nocy Muzeów w „Mojej Szkole” w Łomiankach
Od przedwojennych liczydeł i maszyn do pisania, przez komputery IBM, Atari. Commodore, Apple, po dawne instrumenty,...
Kryminalne historie i lokalne anegdoty. Jan Gołębiowski odwiedził łomiankowską bibliotekę
Gdzie byli mieszkańcy Łomianek w sobotę popołudniu? W Bibliotece Publicznej przy ul. Wiejskiej! Kilkadziesiąt osób...
Pink Wash Łomianki – nowoczesna myjnia dla wymagających kierowców
Mieszkańcy Łomianek i okolic coraz częściej zwracają uwagę nie tylko na jakość mycia samochodu, ale również na...
XI Bieg Łomianek im. Ireny Szewińskiej. 300 biegaczek i biegaczy na trasie 10 km
17 maja 2026 roku w Łomiankach odbyła się XI edycja Biegu Łomianek im. Ireny Szewińskiej – wydarzenia, które na stałe...
Zmiany kadrowe i plany reorganizacji Straży Miejskiej w Łomiankach. Od lipca możliwy całodobowy dyżur
Straż Miejska w Łomiankach przechodzi zmiany kadrowe i przygotowuje się do reorganizacji. Nową Zastępcą Komendanta...
„Po co my jesteśmy?” Dyskusja o statutach i granicach osiedli oraz sołectw Gminy Łomianki
Jaką rolę mają dziś pełnić osiedla i sołectwa w Łomiankach? To pytanie zdominowało posiedzenie Komisji Statutowej,...
Nocna i Świąteczna Opieka Zdrowotna – najważniejsze informacje dla mieszkańców Łomianek
Wieczór, noc albo święto i nagłe pogorszenie zdrowia? Sprawdź, jak mieszkańcy Łomianek mogą skorzystać z Nocnej i...
Elektryczne Solarisy już wożą pasażerów. Nowe autobusy na trasach Komunikacji Miejskiej Łomianki
Dziś na trasę obsługiwaną przez Komunikację Miejską Łomianki wyjechały cztery nowe autobusy elektryczne marki Solaris...














0 komentarzy